O twórczości

W wieku ironii zyskaliśmy wolność wyborów estetycznych, ale pozbyliśmy się takich idei jak piękno i pasja. W malarstwie pozbyliśmy się poezji, która wydaje się obniżać rangę obrazu, ciągnąc go w stronę „literatury”. Anna Bochenek nie poddaje się modzie i traktuje poezję, jako głębokie źródło inspiracji. Malarstwo i poezja mają jej zdaniem moc trwania. (…)

Malując kilka z kilku punktów widzenia pejzaż ma możliwość obserwowania zmian zachodzących w czasie. Praca jest zapisem intuicji malarza, który wie, że walka o obraz toczy się w pracowni i jest to walka o dobrze przeżyte życie o czas niezmarnowany. Pejzaż jest dla niej terytorium trwania przyrody i krótkiego trwania człowieka, o którym w tragedii antycznej mówi się, że jest jednodniowy. Nie czuje się anachroniczna pozostając przy malarstwie. Podobnie jak malarz Jerzy Mierzejewski uważa, że nowe jest w sztuce tylko to, co własne.

(…) Anna Bochenek szuka obrazów i słów, które będą dotykały jej życia, nie chce go tracić na zbędne pustosłowie i dekoracyjne efekty. Tylko malarstwo jest dość silne by zakreślić „terytoria czasu”. Zgodne z gadamerowskim przekonaniem, że dzięki sztuce możliwe jest przezwyciężenie czasu.

Poezja koloru, linii, zmiennego punktu widzenia, jednoczesna obecność tego, co dalekie i bliskie zatrzymana w witrażowym kalejdoskopie. Chce przedstawiać rzeczywistość znieruchomiałą, znajdującą się poza wymiarem czasu. Zdaniem Anny Bochenek malarstwo ma ku temu właściwe narzędzia. Może próbować rozwiązać antynomię - jak za pomocą następujących po sobie obrazów uchwycić rzeczy, które znajdują się obok siebie równocześnie. Kiedy jednak przyjmiemy, że wszelkie zjawiska ujęte za pośrednictwem zmysłów docierają do nas sukcesywnie, wówczas wspomniana antynomia może zostać przeniesiona na płótno. Logika poezji rozporządza instrumentem opisu, opisu sensorycznego. Spostrzeganie powierzchni płótna także przebiega w czasie, tworzy sekwencję zdarzeń wzrokowych Na płótnach Anny Bochenek, obok siebie, rozwija się historia prywatna i przetaczają się żywioły.

Prof. art. mal. Joanna Stasiak


Chcąc ulokować to spontaniczne malarstwo gdzieś pośród sklasyfikowanych zjawisk artystycznych, trzeba uciekać się do neologizmów w rodzaju „abstrakcja naturalistyczna“, albo „pejzaż pocyfrowy“. Rzecz w tym, że te obrazy budowane są według odwiecznych reguł, w których przestrzega się zasad porządku i równowagi. Zarazem jednak Artystka przekracza wszystkie znane schematy dające sztuce cechy dostojeństwa, ale wiążące wyobraźnię. Mówiąc inaczej: trudno zrozumieć, jak Jej się udało połączyć profesjonalny warsztat z żywiołowością i wrażliwością dziecka. To wielka sztuka: zachować subtelność mimo doświadczenia.

Pierwszym wielkim walorem tych obrazów jest kolor. Odważnie zderzane gorące i zimne barwy bardzo często są temperowane obecnością czerni.

Tematyki marynistycznej można się dopatrzeć w wielu obrazach, ale woda, horyzont, piasek, statki, ptaki i figury ludzkie są tutaj marginalizowane: sprowadzają się do roli znaków, plam niezbędnych dla kompozycyjnej równowagi. W gruncie rzeczy pełnią podobne funkcje, jak w magicznych przedstawieniach na ścianach jaskiń czy skał, które mamy szczęście znać jako przesłanie z paleolitu. Nasi przodkowie sprzed tysięcy lat dysponowali wąską gamą barw ziemnych, które maję tę zaletę, że są światłotrwałe. Pewnie by chętnie skorzystali z naszych możliwości, bo spontaniczność i autentyczną radość tworzenia musieli mieć podobną, jaką i dziś, choć rzadko, spotyka się pośród artystów. Anna Bochenek jest takim pozytywnym przykładem profesjonalistki, która nic nie utraciła z pierwotnej wrażliwości (…)

W jednych obrazach dominuje geometria, w innych informel, wszystkie są radosne kolorystycznie i wyróżniają się tym, że nie przestrzegają jednego kanonu. W środowisku artystycznym, mimo postmodernistycznego przyzwolenia na różnorodność, wciąż oczekuje się pewnej sztampy nazywanej „zespołem własnych środków wyrazu“. Umiłowane przez krytyków szufladkowanie twórczości nijak się ma do prawdziwych potrzeb artystów, szczególnie takich jak Anna Bochenek. Powtarzanie zaakceptowanego przez rynek sztuki motywu, który ambitni nazywają z francuska genre, to nic innego jak kula u nogi osoby prawdziwie twórczej!

(…) Pani Anna Bochenek, poza wrażliwością i profesjonalizmem, wyróżnia się prawdziwą autonomią. (…) Jej prace wyróżniają się wysoką kulturą malarską i są artystyczną odpowiedzią na problemy, które niesie epoka, przez prof. Zygmunta Baumana nazywana „ponowoczesnością“.

Prof. art. mal. Rafał Strent


W malarstwie Anny Bochenek łączenie sprzeczności, geometrycznej dyscypliny, ze żwawym, spontanicznym wręcz kształtowaniem przestrzeni obrazu, świadczy o niezwykle konsekwentnej i oryginalnej koncepcji, w której elementy racjonalne mieszają się z intuicyjnym podejściem do zagadnienia formy. Okazuje się, że w przypadku malarstwa, intuicja połączona z fundamentem, jakim jest warsztat malarski, zazwyczaj stawała się źródłem najlepszych rozwiązań. Drugą cechą świadczącą o sile jej malarstwa, jest fakt, że każda praca przedstawia inną koncepcję kompozycyjną. Nie znajdziemy u niej dwóch obrazów, będących wzajemną parafrazą, czy też dosłownym powtórzeniem jednej kompozycyjnej koncepcji.

Nakładanie się kadrów, symultaniczność, zestawianie elementów figuratywnych, być może pewnych autobiograficznych impresji malarskich, z elementami wyimaginowanymi, przechodzenie konkretu w abstrakcję i vice versa, w połączeniu z żywą oraz intensywną kolorystyką, daje nam wyobrażenie o wszechświecie artystycznym malarki. Widzę w tych obrazach autonomiczny świat, który rządzi się własnymi prawami, ale jednocześnie świat, który w konfrontacji ze mną, odbiorcą, wprowadza w moje doświadczenie, nowe rozumienie przestrzeni, ale również nowe sposoby widzenia.

Chciałbym wskazać na pewien fenomen obecny w malarstwie Anny Bochenek. Otóż operowanie wspomnianymi już formami quasi geometrycznymi, albo raczej „abstrakcyjnymi”, bowiem mieszanie języka geometrii z językiem malarstwa byłoby nie tylko nadużyciem, ale i sporym nieporozumieniem, pełni rolę zakreślania obszaru tego, co typowo malarskie, a więc tego, co płaskie. Z kolei o wiele ważniejszym elementem składowym jej malarstwa jest to, co rozgrywa się poza owymi elementami. Jest to niezwykła organiczność, uzyskana poprzez misterne konstruowanie obrazu w oparciu o różne, często pozornie sprzeczne w potocznym rozumieniu, komponenty. Artystka nie tworzy już iluzji przestrzeni, jak miało to miejsce w dawnym malarstwie, w czasach przed wynalezieniem fotografii, ale organiczne rozumienie świata ukazuje w sposób symboliczny, w sposób, który dotyczy szeroko pojętego życia. Jeżeli można pokusić się o nieco „heretyckie” z punktu widzenia sztuki konceptualnej rozprawianie o sztuce, w kontekście szerszego ludzkiego doświadczenia, to malarstwo Anny Bochenek w moim subiektywnym odbiorze, ukazuje właśnie afirmację życia, jego tajemnicę, radość i niepokój obecny przez fakt nieuchronnego przemijania. Oczywiście życia nie tylko w ludzkiej perspektywie ale i życia w ogóle. Co ciekawe, symbol zawarty w tym malarstwie, dotyczy niepojętego nie-życia. W obrazie noszącym tytuł „Czułościany”, który przedstawia wspomnianą już transformację widzenia, jest zawarta, może nawet nieco figlarnie, pewna iluzja przestrzeni, uzyskana przez konwencjonalne zestawienie elementów nawiązujących do myślenia geometrycznego (z zastrzeżeniem, że jednak nie mają z geometrią nic wspólnego). Jest to przestrzeń utopijna ukazująca nieznany świat. Pierwsze skojarzenie nasuwa nam taką oto refleksję: sztuka może tworzyć odrębne światy. Tworzyła i będzie stwarzać dopóki istnieje. Człowiek nie rozumiejąc otaczającego go wszechświata, musiał tworzyć swoje własne alternatywne światy, poprzez język, a następnie naukę, literaturę a przede wszystkim poprzez sztukę. W obrazie „Anatomia obecności” pejzaż zestawiony z elementami abstrakcyjnymi stwarza wrażenie obecności wielu sposobów myślenia, wielu rzeczywistości o których pisał Leon Chwistek, owej symultaniczności, obecnej często w obrazach Anny Bochenek, zwłaszcza tych podejmujących pewne zabiegi rytmizujące jak np. „Terytorium własne”, „Ikonoczas”, czy chociażby „Terytoria”. W tym ostatnim rytm wprowadzają nieco „szablonowe” postacie w tle. Obraz ten z resztą należy do tych, w których postać, specyficznie pojęta, odgrywa bardzo ważną rolę. Jest to postać widmowa. Sylweta, która bardziej przypomina zjawę lub znak graficzny niż konkretną osobę. Jednak czujemy kontemplując te prace, że anonimowość rozumiana jako bezosobowość, jest tu tylko pozorna. Bowiem żywa kolorystyka wprowadza do tych obrazów silny ładunek emotywny, który każe nam rozpatrywać obecność postaci w kategoriach niemalże dramaturgicznych, z dala od jakichkolwiek odniesień pozamalarskich. Prace takie jak „Połknięcie żywiołu”, „Pora dnia”, „Miasto”, „Wyspa świtu” czy „Czas darowany” odwołują do organiczności szeroko pojętej, podczas gdy prace takie jak wspomniane już „Terytoria”, „Pokolenia”, „Niebieski pasaż”, czy „Powroty”, ukazują obszar odnoszący się do szerzej pojmowanej kondycji ludzkiej.

Obraz „Powroty” łączy w sobie najbardziej interesujące w tej twórczości komponenty. Postacie są wpisane w jakiś meta architektoniczny plan, a może po prostu abstrakcyjny wzór. Tytuł też odwołuje nas niewątpliwie do „nie-sztuk”, ale może właśnie wytwarzając tę swoistą poetyckość, w zestawieniu z elementami quasi konstruktywistycznymi mówi nam coś o wyjątkowości malarstwa Anny Bochenek. Niezaprzeczalnym faktem jest to, iż jej malarstwo pociąga nas jakością i rzetelnością oraz atmosferą autentycznej kultury malarskiej.

Prof .art. mal. Piotr Klugowski

Galeria

bio

Absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Dyplom z malarstwa w pracowni prof. Janusza Kaczmarskiego w 1990 roku. Obecnie jest profesorem Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Prowadzi Pracownię Malarstwa i Rysunku w Katedrze Architektury Wnętrz WBAiIŚ. Ponadto kieruje uczelnianą Galerią Innowacji.

kontakt

Telefon: 609 394 472
Email: abochenek34@gmail.com